Joanna Brejecka-Pamungkas, dietetyk kliniczny, specjalistka w dziedzinie fitoterapii i naturoterapii, wyjaśnia, jak tradycyjne potrawy wpływają na nasz organizm i co zrobić, by święta smakowały nie tylko podniebieniu, ale były też łaskawe dla zdrowia.
Świąteczne posiłki – smacznie, ale czy lekko?
Święta to czas, gdy domowe jedzenie smakuje najlepiej i przywołuje wspomnienia. Niestety, jak zauważa Joanna Brejecka-Pamungkas, to, co smaczne, bywa też ciężkostrawne. Smażone ryby, bigos i sałatki z majonezem to tłusta, kaloryczna podstawa świątecznej diety. Co gorsza, warzywa lądują na stole w ilościach tak symbolicznych, że ciężko o równowagę.
Problemem jest też ilość posiłków i tempo, w jakim je pochłaniamy. „Nie dajemy żołądkowi chwili na odpoczynek” – mówi Joanna. Zamiast tego jemy od rana do wieczora, przeplatając rybę bigosem, a sernik kolejną porcją sałatki. Pierwszy dzień świąt nasz organizm jeszcze jakoś znosi, ale kolejne? Cóż, robi się ciężko.
Jak ulżyć żołądkowi w czasie świąt?
Świąteczne jedzenie bywa wyzwaniem dla żołądka. Co więc zrobić? Joanna Brejecka-Pamungkas radzi: tradycyjny post pozwoli przygotować się na wigilijną ucztę. Nieprzepełniony żołądek lepiej poradzi sobie z trawieniem cięższych potraw.
Po jedzeniu, zamiast lądować na kanapie, warto wybrać się na krótki spacer. A jeśli już przesadzimy? Tutaj z pomocą przychodzą naturalne napary – rumianek, koper włoski czy mięta szybko przyniosą ulgę i pozwolą poczuć się lżej.
Cześć! Witam Was bardzo serdecznie. Nazywam się Magda Urbaniak, a to jest świąteczna Agromania. Moją gościnią dzisiaj jest Joanna Brejecka Pamungkas, specjalistka w obszarze fitoterapii i naturoterapii, ekspertka medycyny chińskiej, autorka książki Naturalnie zdrowe dziecko. Witam Cię bardzo serdecznie. Witaj. Dziękuję za zaproszenie. Tak jak wspomniałam, wydanie świąteczne. Zresztą tutaj nasze, nasze wyposażenie dzisiejsze bardzo mocno na tym wskazuje. Jak przeżyć naturalnie zdrowe święta będzie tematem naszej rozmowy. Powiedz mi, czy z Twojej perspektywy, czy Polacy dobrze się odżywiają w trakcie świąt? No bo wiesz, w Wigilię jemy głównie ryby, posiłki ciepłe, przygotowane w domu. Ale czy to jest dobre dla naszego zdrowia, dla naszego organizmu?
Więc generalnie bardzo korzystne jest to, że jemy domowe posiłki, żyjemy w rodzinnym gronie. Natomiast jest dużo ciężkiego, ciężkiego jedzenia, smażenie w głębokim tłuszczu, bigos, różnego rodzaju mięsa. Myślę, że też często brakuje towarzystwa warzyw, albo ono jest takie trochę minimalne, jako symboliczny dodatek plus też ilość tych posiłków i ich częstotliwość. Tak często rodzinnie nie podchodzimy do stołu, nie robimy tej przerwy dla naszego układu pokarmowego, żołądka, żeby mógł strawić, tylko jest właśnie rybka, jakiś bigosik, potem serniczek, potem znowu coś innego wchodzi i sałatka na przykład z majonezem i ten żołądek, no po prostu nie ma kiedy realnie tego strawić. No i tak jeden dzień może sobie poradził, ale jeden, drugi, trzeci może mieć rzeczywiście ciężko. Więc tutaj wszystko zależy, jak jest to egzekwowane. Plus też dużo siedzimy. To jest taka nasza tradycja polska, że jednak więcej siedzimy przy stole. Oczywiście są też rodziny, które bardziej aktywnie spędzają ten czas. Można iść na łyżwy, można iść na wspólny spacer, jakąś aktywność, taką grupową zacząć.
Natomiast w praktyce dużo jest takiego właśnie siedzącego trybu życia.
Bardzo delikatnie odniosła się do naszej diety, mówiąc o tym, że ona jest w porządku. Generalnie, że to bardziej ta ilość, Ale czy jednak jesteś w stanie wskazać takie produkty albo takie dania, które jednoznacznie wykreśliłabyś z naszego świątecznego czy konkretnie wigilijnego stołu?
Wiesz co, myślę, że żadnych bym nie chciała wykreślać, bo to też jest kwestia naszej tradycji. Myślę, że bardziej ilość. Tak więc wszystko jesteśmy zdrowe. Organizm jest w stanie raz na jakiś czas sobie strawić, tylko jeżeli to jest właśnie z dodatkami zdrowymi, jeżeli dobrze też dobrą ilość płynów spożywamy danego dnia. To jest również bardzo ważne. Ale też nie dyskwalifikowałabym żadnych potraw. Ale czasami jak sobie mieszamy na przykład śledzie z octem i do tego kapustę z grochem i jeszcze sporo smażonego, smażonego, smażonej ryby To może być rzeczywiście zbyt intensywne.
Nie wykreślamy nic z poszanowaniem naszej tradycji, ale tutaj będę drążyć ten temat, bo wspomniałaś o tym głębokim smażeniu i wspomniałaś o majonezie. Czy w takim razie my możemy te nasze potrawy, zostawiając karpia, śledzia w świętym spokoju, przygotować je być może jakoś inaczej? Tak, żeby dla naszego zdrowia to było bardziej korzystne, żebyśmy mogli dłużej rzeczywiście przy tym stole posiedzieć.
Tak, i tutaj można właśnie modyfikować ten sposób przygotowania, na przykład na pieczenie w piekarniku zamiast smażenia w głębokim tłuszczu. I to będzie bardzo korzystne dla naszego układu pokarmowego, czyli.
Właściwie chyba też mięsa pod to możemy podciągnąć.
Prawda? Tak. Generalnie wszystkie takie potrawy właśnie białkowe mięso No tutaj bigos i tak tradycyjnie musi być swoim torem przygotowywany. Natomiast na przykład jeśli chodzi o sałatkę jarzynową, bardzo popularną na naszych stołach świąteczny.
Majonez tam przecież musi być.
Niektórzy robią też ją na przykład z jogurtem naturalnym.
Ale czy ona będzie miała ten sam smak, troszkę.
Inny, troszkę inny. Ewentualnie można iść na kompromis, zrobić jeden do jednego, połączyć tutaj, dać ten posmak majonezu, ale też połączyć go na przykład z jogurtem i wtedy będzie to również znacznie lżejsze dla naszego układu pokarmowego.
Czy jest taka ilość Twoim zdaniem wskazana, chociażby właśnie tego majonezu, której nie powinniśmy przekraczać? Czy w trakcie świąt nie musimy tego brać pod uwagę? Co byś rekomendowała? Jeżeli siadamy za chwilę do stołu, czy pilnujemy się? Biorąc pod uwagę szerszą perspektywę, czy po prostu mówiąc kolokwialnie odpinamy wrotki?
Myślę, że jeśli grzeszyć, to z przyjemnością. Ten sam stres, że my coś jemy i zaraz nam coś zaszkodzi, tutaj zaciska nasz żołądek, splot słoneczny. I to też nie jest zdrowe. I to też nie jest dobre. Teraz się od tego odeszło. Ale ja pamiętam, w dzieciństwie była taka tradycja, że w Wigilię pościło się.
Do kolacji wigilijnej.
Do dekoracji wigilijnej. Jakiś tam symbolicznie coś. Dużo się piło, prawie nic nie jadło. Mój brat zawsze tego bardzo. Pilnował i rzeczywiście wtedy ten. Praktycznie pusty układ pokarmowy mógł sobie pozwolić na. Trawienie więcej.
Czyli to była dobra praktyka?
Moim zdaniem bardzo.
Słyszałam gdzieś takie też zdanie, że kiedy ten żołądek jest pusty i nagle zarzucimy go taką ilością potraw, że on będzie miał większy problem z trawieniem tego dlatego, że jego praca została wstrzymana na jakiś czas i nagle dostał mnóstwo właśnie smażonego. Mało tych warzyw, Raczej takie rzeczy ciężkie. Nie wiem, na którym stole. Jeżeli na waszym, to dajcie znać. Ale jest sałata zielona na przykład. No raczej tego nie robimy, prawda? To jest rzadkie. Tak stawiamy. To też pewnie wynika z tego, że jest to zima, czyli czas, kiedy stawiamy na potrawy bardziej kaloryczne, takie, które dostarczą nam więcej ciepła. No ale czy Twoim zdaniem ten post, a później zjedzenie nawet bardziej obfitej kolacji jest ok?
Moim zdaniem jest zdecydowanie ok. Nie byłoby to ok w sytuacji I to też zawsze prawda leży po środku. Gdyby robić to cyklicznie. Czyli są osoby, które np. Nie jedzą przez pierwszą połowę dnia regularnie, bo nie czują głodu, bo nie mają czasu, a potem jadają tylko bardzo obfite kolacje. I wtedy to może rzeczywiście troszkę tą pracę układu pokarmowego długoterminowo zaburzyć. Natomiast jeżeli sobie robimy takie czasami regularne, niektórzy robią posty jeden dzień w tygodniu lub zdarza się to raz na jakiś czas, no to też dobrze, żeby te nasze ciało trochę miało możliwość poczuć głodu.
To tutaj na chwilę od stołu wigilijnego odejdę. Te posty tak zwane przerywane, które coraz więcej osób stosuje, czyli te 16 godzin niejedzenia, 8 godzin jedzenia. Jak Ty się do tego odnosisz?
Generalnie jestem zwolenniczką tego trybu, aczkolwiek też trzeba go dostosowywać, dostosowywać do indywidualnych potrzeb organizmu. Czasami też widzę właśnie taki shift w drugą stronę, że są osoby, które zaczynają jeść o 12 14 i później to się przesuwa na bardzo późne pory. Myślę, że to jest takie też nie do końca dobre egzekwowanie tego typu.
Za późny start.
Tak późny start, a później późne jedzenie, kiedy my w ciągu dnia też nasza ilość enzymów w układzie pokarmowym się zmniejsza, więc te zdolności do trawienia również się zmniejszają. No i na przykład ktoś sobie zje kolację o 21, taką bardzo obfitą, no to oczywiście nie będzie mu się chciało jeść rano, prawda? No to naturalnie potem przesuwa ten tryb. Te osoby mówią, że one nie są głodne, ale nie dają też odczuć tego głodu tak naprawdę sobie. Więc jeśli to bardziej w pierwszej połowie dnia. I też widzę u moich pacjentów, że często to daje bardzo dobre efekty. Poprawia metabolizm, odciąża pracę wątroby, bo ta wątroba nasza chce się detoksykować w nocy i jak mamy zapchany kolokwialnie układ pokarmowy to nie bardzo może tą funkcję swoją spełniać.
Czyli ta proporcja 8 16 jest dla Ciebie w moim odczuciu dobra?
Tak, aczkolwiek jeśli są na przykład problemy z glikemią, zaburzeniami cukrowymi, wówczas można myśleć też o wydłużeniu troszkę tego czasu, na przykład do 10 14. Czy też zawsze rozpatrując to samopoczucie osoby, która to stosuje.
Bardzo indywidualna kwestia.
Oczywiście w każdej diecie, więc mam osobę, która intensywnie na przykład pracuje w pewnych godzinach fizycznie, to potrzebuje też tej energii, prawda? Albo w zależności od tego, o jakich porach trenujemy. Więc generalna zasada uważam, że jest to bardzo dobra i spełnia się dla wielu osób, ale trzeba też to po prostu sprawdzić, przetestować na swoim ciele.
O tym pamiętajmy, że każda dieta, każde wskazania odnośnie do trybu życia, szczególnie tego, co wkładamy do żołądka, musi odnosić się Stricte do waszego zdrowia, do waszego samopoczucia i do waszych potrzeb, a my sobie tutaj wrócimy do naszego wigilijnego stołu, powiedzmy. Trudno, najedliśmy się jeszcze tym serniczkiem, doprawiliśmy, no i siedzimy z pełnym żołądkiem. Co wtedy możemy? Czym możemy sobie pomóc? Być może suplementami, być może jakimiś naparami, żeby to trawienie wzmocnić i przyspieszyć.
Mhm. Tak, to jest trudna sytuacja, bo dojść zawsze możemy, a jak się przejemy, to jednak ten dyskomfort zawsze się pojawia. Więc super opcją by był spacer, jakaś aktywność fizyczna, jeżeli nie mamy na to ochoty, albo nie możemy, albo jest w ogóle tak ciężko, że z kanapy się ciężko ruszyć i tylko do czajnika można dojść, to wtedy można na przykład zrobić sobie napary, które szczególnie będą działały na pobudzenie żółci i pobudzenie pracy żołądka, perystaltykę jelit. I tutaj się sprawdzą. Na przykład korzeń mniszka, kwiat kokosanki. Wianki, koszyczki rumianku, ziele babki lancetowatej czy np. Kminek również będzie działał świetnie rozkurczowo. Koper włoski. Wiele mamy naszych wspaniałych takich europejskich ziół, które możemy w ten sposób wykorzystać. Natomiast no chwilowy dyskomfort i tak musimy przetrwać w tej sytuacji.
Nawarzyć, wypić to piwo, którego sobie czasami wręcz dosłownie nawarzyliśmy. Tak jest. Mówisz o tych naparach, ale tak zastanawiam się, kiedy nasi widzowie, słuchacze będą oglądać ten odcinek, będą zastanawiali się, skąd te wszystkie zioła wziąć. Jakie źródła rekomendujesz? Czy to jest apteka, czy to jest sklep zielarski? Być może w Internecie można je zdobyć i tam będą najlepsze. Gdzie jest najlepsza jakość takich ziół?
Wiesz, ja zazwyczaj kieruję się do zielarni stacjonarnych bądź internetowych. Zdarzają się też takie apteki, które mają bardziej rozbudowaną tą część naturalną, ziołową i również można próbować w takich miejscach ich szukać, aczkolwiek w takich standardowych aptekach tam mamy zazwyczaj dość słabe napary ekspresowe, które nie dadzą takiej dawki terapeutycznej. Jeśli chodzi o zioła sypkie. Tutaj ta efektywność będzie znacznie lepsza. Niektórzy moi pacjenci zbierają zioła. Tylko o tym trzeba oczywiście pomyśleć wcześniej, aby móc sobie ewentualnie takie zapasy zrobić. Wiele tych ziół też po prostu na łąkach rośnie i mamy do tego dostęp.
Czyli rzeczy, które mogą nam pomóc są dostępne na wyciągnięcie dosłownie ręki. Czy zdarza też się, że Twoi pacjenci na przykład sami hodują sobie takie zioła w swoich domowych ogródkach albo właściwie na balkonach?
Tak, Jak najbardziej, jak najbardziej.
Czyli możemy to też robić właściwie, myśląc o tym troszkę wcześniej. Możemy to zrobić sami, szczególnie, że w ostatnim czasie też powstają takie maszyny, skrzynki, które pozwalają właściwie na każdym metrażu, nawet niezależnie od tego, czy mamy balkon. Tutaj też serdecznie polecam Wam odcinek z doktorem Pawłem Beresiem, który mówił o tym, jak zostać miejskim rolnikiem i właśnie rzeczy, które które wydaje nam się, że możemy tylko dostać w sklepie albo tylko właśnie kupić w zielarni możemy też sami sobie jak najbardziej wyhodować. Czy to są też rozwiązania dla dzieci? Czy są jakieś obostrzenia w tym.
Tak, chciałam wspomnieć odnośnie do dzieci, że to jest w ogóle super forma edukacji dzieci, prawda? Jeśli chodzi o takie wspólne hodowanie roślin, ziół. Dzieci mają ogromną frajdę, że potem sobie takiego pomidorka mogą zerwać, czy na przykład ziele tymianku i dodać do jedzenia. To też jest bardzo fajne w takim edukowaniu o zdrowym jedzeniu i wpływie na swój organizm. Natomiast odnośnie ziół i dzieci. Generalnie jeśli chodzi o moich nauczycieli fitoterapii, to przyjmuje się, że dzieci mogą przyjmować zioła od tak naprawdę pierwszych dni życia. Kwestia dawki i celowanie potrzeby organizmu na dany moment. Standardowo przyjmuje się, że np. Dzieci młodsze, takie do około 3 4 życia mogą przyjmować dawkę jedną czwartą dawki dla dorosłych. Czyli jeżeli dorosły pije napar dziennie z dwóch łyżek danego zioła czy kombinacji ziołowej, to dla takiego dziecka by było na przykład jako dawka dzienna pół łyżki takiego pojedynczego zioła bądź kombinacji naparów. A dla dzieci starszych takich kilkulatków połowa dawki, czyli około jednej łyżki. I to są takie, powiedzmy standardy w profilaktycznym działaniu. Oczywiście te dawki mogą się różnić w zależności od potrzeb zdrowotnych, różnych uwarunkowań organizmu.
Czy jeżeli mamy takiego maluszka w domu, czy to właśnie kilkudniowego, czy być może nawet takie dziecko koło roku, Czy wystarczy, że na przykład masz profil bardzo popularny na Instagramie, czy wystarczy, że będę śledziła Twoje wskazówki, ponieważ te rozwiązania są tak bezpieczne, że nawet jak trochę zmienię te proporcje, to i tak będzie bezpiecznie. Czy jednak powinnam umówić się na konsultację bezpośrednio, ponieważ jednak trzeba takie rzeczy konsultować?
Jeśli nie ma jakiś wyzwań zdrowotnych, które trzeba zaadresować, to te informacje, które podaję, moim zdaniem są bezpieczne. Oczywiście jeśli mamy maleństwo, którym rozszerzamy dietę, to te zioła są elementem tej diety, więc obserwujemy też, jak na nie reaguje. Też nie wiemy, bo nie wiemy co w tym małym ciałku się dzieje. Być może ma jakieś alergie, nadwrażliwości, więc wówczas wprowadzamy je stopniowo, pojedynczo i obserwujemy jak reaguje w ten sposób. Natomiast też trudno, mamy inne metody diagnostyczne, ponieważ nawet testy alergiczne u takich maleństw jeszcze nie bardzo pokazują te realne, realne alergie. Ten układ odpornościowy nie jest jeszcze na tyle dojrzały.
Czyli bezpieczny, ale obserwować oczywiście trzeba. Święta to też spotkania rodzinne, ale święta to zima. W zimie wiemy, że odporność jest znacznie osłabiona, wystawiona bardzo mocno na próbę. Co z tych właśnie ziół, naparów, a być może jeszcze innych rozwiązań naturalnych, polecałabyś w tym czasie dla dzieci, ale też dla dorosłych w każdym wieku?
Mhm. Tak. No ten czas właśnie odporność. Warto dbać cały rok. Zazwyczaj sobie przypominamy w tym trudnym czasie, takim jesienno zimowym, kiedy grasują wirusy, kiedy już gdzieś tam na plecach mamy wirus grypy. O tym, że trzeba dbać o układ odpornościowy. Więc takie podstawy podstaw według mnie dla wszystkich to dobre wysycenie, witaminę D i kwasy omega 3, omega 3 bądź tran. Natomiast jeśli chodzi o takie bieżące działanie, czyli na przykład albo wiemy, że dziecko miała kontakt z innymi dziećmi, które jest jakiś wirus grasuje w przedszkolu czy w szkole, bądź my jako dorośli w pracy, to na przykład możemy stosować takie wspaniałe ziołowy napar jak macierzanka, tymianek, krwawnik, krwawnik. Są takie badania, które pokazują, iż krwawnik działa trochę w cudzysłowie, jak szczepionka na grypę, czyli on będzie też zmniejszał reaktywność wirusową oraz zabezpieczał też na potencjalne zakażenia.
Czy taki krwawnik powinniśmy wtedy pić i podawać codziennie?
Tak, jest to takie zioło, które możemy nawet przez kilka miesięcy regularnie, regularnie spożywać i pić właśnie w okresie jesienno zimowym. Jak najbardziej.
Wspomniałaś Oczywiście bierzemy to w cudzysłów, bo ciężko pewnie powiedzieć, że zioła.
Zastąpią zabezpieczenia wsparcia fitoterapeutycznego.
Oczywiście może zastępować szczepionkę, ale ja bym ten temat tutaj rozwinęła. Na chwilę się przy tym zatrzymała. Mamy takie pojęcia jak medycyna ludowa i moim zdaniem to jest fascynujące. Czy mogłabyś mógłbyś rozwinąć? Dla naszych widzów. Dla naszych słuchaczy. Czym jest medycyna ludowa?
Więc kiedyś nasze babcie, prababcie radziły sobie wspaniale z różnymi dolegliwościami i to właśnie kobiety miały tą moc. Znały zioła i różne metody, wiedziały jaki korzonek wykopać, co połączyć ze sobą, żeby radzić sobie z różnymi chorobami. Wiele zostało, mało zapisków z takiej naszej medycyny ludowej. Są pewne pewne przekazy zielarzy, ale właśnie dużo takich, takich niesamowitych metod. Czasami moi pacjenci opowiadają o swoich przodkach, jakie potrafili, jakie te kobiety potrafiły leczyć choroby. To było wręcz niesamowite.
Mogłabyś z tego coś tutaj przytoczyć jako ciekawostkę?
Tak. Pacjentka opowiadała mi o swojej babci, u której stwierdzono nowotwór trzustki, jakby był stwierdzony medycznie. Oni wrócili do domu i tam była chyba babcia czy prababcia tej babci powiedziała, że ona się tym zajmie i ona wykopywała jakieś specjalne korzonki z lasu. Oni wtedy mieszkali w lesie. Zdejmowała hubę z drzew, które teraz już wiemy, że też ma właściwości przeciwnowotworowe i powiedziała tak wy to wytnijcie, a ja się resztą zajmę. Ta kobieta, która była leczona w ten sposób, dożyła później 98 lat.
Niesamowite są te historie, szczególnie, że to są rzeczy, które ratowały nas wcześniej. Gdzieś tam w międzyczasie nie było.
Dostępu do medycyny albo był utrudniony.
To, co chcemy podkreślić, to to, że absolutnie nie deprecjonujemy i nie odsuwamy na bok osiągnięć dzisiejszej medycyny. Zresztą to, co Ty też sama mówisz łączysz wiedzę z obu zakresów tak, żeby zwiększyć maksymalnie efektywność swoich działań. Wiesz, tak myślę o tym, że my w programie Romania rozmawiamy właśnie dużo o rolnictwie, ale też o tej bliskości z naturą. Czy ty widzisz być może taki zwrot teraz ku tej medycynie ludowej, czy jeszcze. Czy jeszcze ten renesans nie jest zauważalny? Czy to jeszcze nie doceniamy aż tak bardzo?
Ja to widzę, ja to bardzo odczuwam, że jakby wiele osób szuka tych naturalnych metod wsparcia i No i mamy takie możliwości, żeby sobie to integrować. Mamy wspaniałe metody diagnostyczne takich naszych osiągnięć właśnie, powiedzmy, medycyny zachodniej. I kiedy są potrzebne leki, one są potrzebne i wspaniale, że je mamy. Ale czasami wystarczy naprawdę delikatnych, naturalnych metod czy pewnych modyfikacji w naszej diecie, uzupełnienia pewnych witamin, minerałów i nasz organizm otrzymuje sobie odpowiednie zasoby, żeby dobrze funkcjonować, żeby odporność dobrze funkcjonowała. W różnych jednostkach chorobowych jest to bardzo potrzebne.
Mamy pełną zgodę co do tego, że są sytuacje, w których leki są absolutnie niezastąpione. Czy jednak nie jest tak, że my sięgamy po nie również wtedy, kiedy nie musimy? Kiedy rzeczywiście ta medycyna, nazwijmy to, medycyna ludowa, że ona byłaby w stanie nam bardzo często pomóc, ale my się na nią nie zdajemy i bardzo szybko idziemy pod te rozwiązania apteczne. Mhm.
Wiesz, statystycznie szacuje się, że Polacy bardzo nadużywają leków i spożycie antybiotyków, leków przeciwbólowych, przeciwzapalnych, takich dostępnych bez recepty, jest u nas bardzo, bardzo wysokie. Więc osoby, które trafiają do mnie, być może, które mnie obserwują, raczej pewnie idą w tą stronę naturalną, więc może ja osobiście tego nie odczuwam tak bardzo, ale statystyki o tym mówią, że tak to się dzieje. Sama jestem takim przykładem dziecka chorującego na anginy non stop od 3 roku życia. Co miesiąc. Półtorej. Antybiotyk. Angina. Dawki przeogromne. Nigdy nie wiem, jak mój układ pokarmowy był w stanie to znieść. Rodzice wtedy nie znali. Jakby nie znali innych rozwiązań, nie znali innej alternatywy.
A co byś dzisiaj poleciła takiemu rodzicowi, który ma właśnie dziecko, które co chwilę wraca z taką infekcją?
Jeśli chodzi o anginę, to przede wszystkim przyjrzenie się też diecie produktom sióstr odtwórczych, czyli cukier, nabiał, produkty pszenne i ich ograniczenie często daje bardzo dobre efekty. Później sprawdzenie tak jakby przyczyny czy mamy jakieś źródła infekcyjne. Paciorkowce najprawdopodobniej zostały doręczone, więc tutaj też mamy różne zioła, które możemy zastosować, typu propolis, andrografis, pelargonia afrykańska, zajęcie się układem pokarmowym czy tam nie dzieje się jakaś dysbioza, nie ma pasożytów, więc tutaj zajęcie się przyczynowym Zasobami dziecka może doprowadzić do równowagi, która nie będzie się manifestowała w ich przewlekłymi infekcjami.
Z jednej strony zajmujesz się medycyną chińską, a z drugiej strony zajmujesz się, nazwijmy to znowu tą medycyną ludową. Czyli można powiedzieć, że bierzesz to dobre, co przyszło do nas ze Wschodu, te nauki, ale też to, co mamy do wykorzystania z naszej, powiedzmy, ludowej, nazwijmy to, mądrości. Czy to właśnie nie jest tak, że my bardzo często leczymy tylko to ognisko, w którym się pojawia choroba, infekcja, bakterie? A właśnie tak jak mówisz, trzeba spojrzeć na całe nasze ciało, czego często nie robimy. Kiedy boli nas głowa, nie sprawdzamy, czy często właściwie tak bywa, że są to napięcia w innych zupełnie obszarach ciała, prawda?
Dokładnie. Wiesz, szukamy, chcemy szybkich efektów, chcemy szybciej ulgi i chwilowo to może działać. Natomiast to może mieć swój koszt też długoterminowy dla naszego organizmu I to, o czym mówiłaś. Właśnie medycyna chińska mnie zafascynowała, jak tylko ją poznałam. To jest dla mnie sposób patrzenia, patrzenia na życie, na wszystko. Tak naprawdę wszystko możemy przez pryzmat medycyny chińskiej opisać, przez kierunek, przez energię, przez termikę. Natomiast najbardziej fascynują mnie nasze polskie zioła, nasze polskie warunki. Uważam, że to, co mamy w naszych zasobach, to to, na czym wyrośliśmy, w czym wyrośliśmy. To ma największe przełożenie na nasze zdrowie. Więc bardzo lubię używać tych tak zwanych, powiedzmy naszych europejskich ziół w kontekście medycyny chińskiej, które też przez niektórych już w przeszłości fizjoterapeutów były właśnie opisane. No i to podejście przyczynowe jest dla mnie absolutnie kluczowe. Bardzo często dostaję pytań a co na zaparcia, a co na ból głowy? A co na to? Ale ten kontekst przyczynowy może być naprawdę zupełnie różny. Sama medycyna chińska opisuje około 16 rodzajów przyczyn bólu głowy.
Z różnych narządów, z różnych zaburzeń one mogą wynikać. Więc trzeba się temu przyjrzeć. Trzeba się trochę czasami zatrzymać, poczuć w organizmie. Zastanowić się, co nam służy, co nam nie służy, co robimy. Może nie do końca dobrze. Co możemy robić lepiej?
Właściwie wcześniej skupiałam się na świętach, w trakcie których, jak zresztą z mojej obserwacji jest identycznie. Za dużo siedzimy, czyli jemy, siedzimy. Słyszałam kiedyś, że to nie jest dla nas w ogóle naturalna pozycja, że dla nas taką pozycją, w której powinniśmy funkcjonować, w której funkcjonowaliśmy kiedyś, było chodzenie i leżenie. Jakie Ty byś dała dzisiaj nam wskazówki? Osobom zestresowanym, zabieganym, już niezależnie czy my jesteśmy rodzicami, dziećmi, po prostu w większości mamy taki tryb życia, takie rzeczy, które moglibyśmy wprowadzić właściwie od zaraz. Tak jak powiedziałaś, spacer ma zbawienną moc dla naszego trawienia. Co jeszcze moglibyśmy takiego wdrożyć w swoim życiu?
Przede wszystkim pewnie zaczęłabym od snu. Wysypianie się dla nas dorosłych minimum 7 8 godzin snu. Uwielbiam pacjentów, którzy mówią, że nie mają energii. Koncentracja już nie taka. I jak dochodzimy do różnych elementów wywiadu, stylu życia, no to okazuje się, że śpią po 4 5 godzin dziennie. No nie, nie da się, żeby organizm dobrze funkcjonował, jeżeli nie wkładamy w to energii, prawda? Więc ten sen jest naprawdę kluczowy. Dbanie o te odpowiedni rytm snu i higienę snu u naszych dzieci, bardzo ważne dla ich układu nerwowego i odporności. Ruch. Aktywność. Uważam, że to jest podstawa naszego zdrowego funkcjonowania. Takie minimum 30 do 60 minut dziennie. Byłoby wspaniale chociażby 5 razy w tygodniu. I też warto, żeby mimo pogody, mimo aury naszej. To jednak też była ta ekspozycja na czynniki zewnętrzne.
Czyli nie używać Wymówek, że pada, że zimno, że ciemno.
Tak, tak tak tak. Obserwujemy swój organizm czasami właśnie tutaj. Niedawno moja pacjentka mówiła, że ona wychodzi tylko korytarzem do garażu, wyjeżdża, podjeżdża garażem do pracy, wychodzi i ona praktycznie przez miesiąc nie była na zewnątrz, tak nie oddychała powietrzem naturalnym. Więc tutaj ekspozycja jest też właśnie na światło. Takie, którego tego światła słonecznego mamy mało, więc warto korzystać z tych momentów, które są możliwe. Bardzo Teraz widzę taki swego rodzaju problem z nawodnieniem. Kiedy pytam ile dana osoba pije, mówi pije, ale wiem, że za mało. Czyli u wielu osób.
Tak właśnie sobie przypomniałam. Także nadrabiam.
Świetnie ta świadomość jest. Przyjmuje się takie 30 ml na kilogram wagi ciała. To jest taka podaż płynów, która jest niezbędna do tego, żeby nasze funkcje organizmu były prawidłowo, prawidłowo funkcjonowały, a niestety nie zawsze wiesz co się dzieje, więc wówczas wchłanianie. Funkcje wydalania. Skóra, włosy, paznokcie to też będą narządy, które mogą cierpieć w ten sposób.
Kluczowe pytanie czy kawa? Obalasz mit albo potwierdzasz, czy kawa odwadnia?
Moim zdaniem tak. To znaczy ona jest. Ja patrzę właśnie patrząc przez pryzmat medycyny chińskiej na kawę. Ona jest gorzka i gorąca. Ma ruch, ściąga i osuszające. Ma właściwości, czyli ma ruch silnie ściągający w dół, więc ona powoduje, że mamy większe zapotrzebowanie na płyny. Czyli tak jak we Włoszech mamy espresso, mamy do tego kubeczek wody, żeby zrównoważyć niejako ten wpływ. Ja osobiście bardzo rzadko piję kawę, ale jak już ją wypiję, to mam wrażenie, że wszystkie tutaj w jamie ustnej pory mi się ściągają, że jakby czuję ten efekt takiego właśnie osuszenia. Kiedyś miał pacjenta, który wypijał 8 6 do 8 filiżanek kawy dziennie. Poza tym jeszcze trochę wody i na przykład nie dało się jemu pobrać krwi. Była tak gęsta, że to po prostu nie było możliwe.
Czyli to też na to ma wpływ?
Ma właściwości takie troszeczkę osuszające i może nie wypłukuje bezpośrednio magnezu czy potasu, natomiast powoduje większe napięcie jeśli chodzi o tkanki mięśniowe, więc tutaj jakby pobudzający efekt w układzie nerwowym. Może też te zasoby magnezu w pewnym stopniu nadszarpywać. Plus też może troszeczkę zaburzać wchłanianie elektrolitów czy pewnych minerałów na poziomie śluzówki układu pokarmowego.
Jak tak na co dzień możemy zaobserwować, oczywiście badania to jest mus, ale o kawie są skrajne. Tutaj też słyszałam o tym, że kawa dostarcza magnezu i nawadnia, więc widzę, że tutaj też szukamy potwierdzenia tych danych, które są nam bliższe. Ja akurat uwielbiam kawę, więc czytam te, które mówią, że nawadnia. Oczywiście oczywiście uśmiecham się, bo interesuje mnie stan faktyczny. Właśnie mówimy o tym magnezie. Jakie sygnały? Mówiąc też o innych pierwiastkach, wysyła nam nasz organizm, kiedy brakuje nam na przykład żelaza albo witaminy D.
Jeśli chodzi o żelazo, to też dość częsty problem. Ja patrzę również na żelazo tak szerzej, jako w badaniach poziom hemoglobiny w hematokryt. Zasoby ferrytyny. Nasze zasoby żelaza. Magazyn żelaza, które powinniśmy mieć i oczywiście żelazo wolne. I tutaj możemy odczuwać przede wszystkim zmęczenie, gorszą jakość skóry. Bardzo często u dzieci można obserwować, że są podkrążone oczka. Właśnie między innymi przy anemii. U kobiet też bardzo często wypadające włosy. Wiele moich pacjentek zgłasza się tak naprawdę z tym problemem, a okazuje się, że tutaj mamy dużo więcej wewnętrznie do zrobienia, żeby ten efekt na poziomie włosów był widoczny. Przy skrajnych już Niedoborach. To również może się objawić np. Zatrzymaniem miesiączki, problemami kardiologicznymi, dusznościami. Tak jakby brakuje tej krwi i ona jakościowo często też nie jest wystarczająca.
Jak sobie w takim razie. Pytam o to żelazo też i też witaminę D przy okazji, ponieważ to jest rzecz, która często nam dolega, ale też suplementujemy to niewłaściwie. To znaczy są wskazania do nich oczywiście dużo, dużo lepiej. Jak właściwie to żelazo przyjmować tak, żeby ono faktycznie się wchłaniało?
Tak. I przede wszystkim też jakość żelaza. Niestety dużo takich preparatów farmakologicznych, które mamy dostępne. Ono się wchłania w bardzo znikomym procencie. Tak więc ja pamiętam sama w ciąży. To jest taki newralgiczny czas, kiedy w większości kobiet te parametry żelazowe znacząco spadają i chcemy wyposażyć nasze maleństwo w jak najlepszy zasób plus, żeby starczyło też dla nas do funkcjonowania i regeneracji. Natomiast ja na przykład w takim farmakologicznym żelazie, które zostało mi przepisane od ginekologa, miałam wysypkę, miałam zaparcia. Czułam się fatalnie. Nie wyobrażałam sobie, żeby coś, co tak oddziałuje na mój organizm, mogło robić cokolwiek dobrego w moim ciele, więc wtedy skoncentrowałam się na takich bardziej naturalnych formach. Tutaj już nie mówię w tej chwili o nazwach handlowych, natomiast są też łagodniejsze formy żelaza, lepiej wchłanialnego i co jest bardzo istotne, prekursorzy jego wchłaniania. Więc żeby dobrze wykorzystać żelazo, my potrzebujemy m.in. kwasu foliowego, witaminy B12, witaminy C, laktoferyny czy maślano sodu, probiotyków. Często dlatego, że żelazo jest w stanie też podrażniać śluzówkę jelit i w pewnym stopniu nadszarpywać też naszą taką dobrą część mikrobiomu jelitowego.
O tym się w ogóle nie mówi, mam wrażenie. To znaczy nie zwracamy uwagę na to, że pewne rzeczy mogą wymagać wsparcia? Tak. Czyli właśnie branie żelaza, chociażby tych probiotyków. Mamy tak historycznie mam wrażenie, takiego małego oszusta, którym. Którym był szpinak, który miał Był legendarny pod kątem tego, że zawierał. Miał zawierać te ogromne ilości żelaza. Finalnie okazało się, że tak nie jest. I jak to jest z pozostałymi? Mam wrażenie takimi mocnymi graczami w każdym domu, czyli syrop z cebuli, czosnek i imbir. Czy one rzeczywiście mają taką moc uzdrawiania, czy jednak trochę im się tak ponieśliście na tej fali jak jak szpinak i nie do końca są aż tak wartościowe?
I ja bym absolutnie doceniła tą trójcę. Zdecydowanie każdy z nich ma substancje działające przeciwwirusowo, przeciwbakteryjnie, przeciwgrzybiczo też rozgrzewające. Na ten czas właśnie tak jak mówiliśmy mamy zimę, mamy dużo chłodu, szukamy tej przeciwwagi też w naszym środowisku, żeby sobie to ciepło zapewnić. Więc zdecydowanie tak. To powinna być jedna z podstaw naszego zdrowego funkcjonowania, aczkolwiek są osoby, które też mogą się po nich źle czuć. Na przykład osoby z przerostami bakterii w jelicie cienkim, bo będą niestety źle się czuły się źle po czosnku, na przykład po cebuli, które będą zaburzały fermentację tej niewłaściwej części mikrobioty w jelicie cienkim.
Czyli to jest kolejny sygnał, że też trzeba się tym zająć.
Trzeba się tym zająć na poziomie przyczynowym i obserwować, jak reagujemy na dany produkt. Jeśli tutaj uporządkujemy te sprawy w układzie pokarmowym, będzie można do nich wrócić.
Tak wracając do świąt. Oczywiście dla wielu z nas to jest piękny czas, ale czas często zapracowany. Czas też stresujący, nawet jeżeli jest piękny. Czy Ty znasz polecasz takie techniki oddechowe bądź medytacyjne, które możemy stosować, żeby sobie trochę pomóc w tym jednak intensywnym czasie. Mhm.
Tak, tak. Wiesz, dla mnie jedną z form medytacji jest po prostu czytanie książki. Albo bardzo lubię sobie przed snem czy rano, kiedy jest taka możliwość, włączyć, położyć sobie ręce na brzuchu i po prostu pooddychać głęboko, pooddychać do tego do przepony, co powoduje, że automatycznie się wyciszamy i też kontaktujemy lepiej z naszym ciałem. Czy jest jedna z takich metod, tych metod medytacyjnych, oddechowych? Oczywiście mamy bardzo dużo. Nie jest to jakaś moja specjalizacja, ale jako odbiorca też tutaj tym tym się stosuję u siebie taki bodyscan, czyli że sobie relaksujemy po kolei każdą część naszego ciała i idziemy sobie na przykład od stóp albo od głowy i wtedy też możemy wyczuć, gdzie mamy większe napięcia, co tam się dzieje. Dać szansę temu ciału, żeby mogło puścić właśnie ten stres, to napięcie, które jak wiemy niczemu dobremu nie służy, ale czasami łatwiej jest to powiedzieć, a trudniej w praktyce zrobić to, co właściwie opisujemy.
Bardzo często w trakcie tej rozmowy to jest to, że nasze ciało bardzo często daje nam znać, że coś mu nie odpowiada czy bezpośrednio właśnie w formie słabej kondycji włosów czy skóry, czy też właśnie w innych formach, których nie dostrzegamy, które być może stają się już tak bardzo naszą codziennością, że zakładamy, że to już jest nasze życie. I może właśnie te zatrzymanie się nawet na minutę, prawda może pomóc nam w tym, żebyśmy usłyszeli, jakie napięcia mamy i coś być może z nimi zrobili. Czy aromaterapia to jest też taka forma, która nam pomoże się trochę zrelaksować i czy dzieci też mogą ją stosować?
Tak, jak najbardziej. To jest świetna, świetna metoda też na ten czas, kiedy chcemy sobie trochę nawilżać to powietrze, które mamy raczej przesuszone z powodu ogrzewania i jeśli chodzi o olejki eteryczne, to są skoncentrowane formy też pozyskiwane z ziół. Olejki eteryczne pozyskiwane są głównie z surowców ziołowych. U dzieci do trzeciego, czwartego roku życia nie wszystkie olejki są polecane wskazane. Część olejków, jak na przykład mięta, eukaliptus mogą za bardzo pobudzać spastyczność oskrzeli. Mogą działać drażniąco na układ oddechowy, czego nie chcemy. Tym bardziej, jeśli dziecko ma jakieś tendencje do kaszlu czy katarów bądź alergii. Natomiast bardzo bezpieczne olejki, nawet dla maluszków są takie jak lawenda, która działa właśnie wyciszająco kojąco, również przeciwlękowo. Ja bardzo często lubię sobie właśnie wieczorem w naszej sypialni taki dyfuzor z lawendą włączyć. Czy wiatr rumianku, majeranek to będą bardzo takie łagodne zioła, które również będą wspierały i układ odpornościowy, i pracę układu nerwowego.
Zastanawiam się, wiesz już tak na finale niemalże naszej rozmowy, gdzie nastąpiła ta zmiana, bo wcześniej mówiłaś o tym, że babcia babci powiedziała OK, ja mam taką wiedzę i takie przekonanie o skuteczności działań naturalnych środków. Powiedziałaś o korzeniu, o korze też drzewa, że ona stawiała na to i temu wierzyła i to wiedziała. Znowu. Potem też powiedziałaś, że twoi rodzice już tej wiedzy nie mieli. Tak jak myślę, rodzice wielu z nas. I rzeczywiście na wszystkie sytuacje, w których pojawiła się choroba, szczególnie dziecka, kiedy chcemy działać bardzo szybko, bo ten stres potrafi być dużo większy, że już w ramach tych właściwie paru pokoleń zgubiliśmy to, to po pierwsze straciliśmy tą wiedzę, gdzieś nam ona się, mówiąc kolokwialnie, zgubiła na przestrzeni tych trzech pokoleń. Ale nawet się nad tym nie zastanawiam. To znaczy wierzę, że nasza rozmowa, ale też twoja aktywność, powoduje, że to się zmienia i że coraz chętniej zwracamy się jednak w kierunku tych rozwiązań naturalnych. Ale to jest taka ciekawa, myślę rzecz, że w.
Jakim momencie to się zadziało, prawda?
Bo nie mówimy o nie mówimy o wiesz, dwa wieki temu. Mówimy o tym, co jeszcze praktycznie pamiętają nasze pokolenia, ale nasi rodzice już stawiali bardzo mocno antybiotyki, no bo tak też im było to tłumaczone, że dziecku trzeba ten antybiotyk podać. No rodzice nie chcieli dla nas oczywiście źle.
Tak to działało z lęku i jakby prawda i z chęci zaopiekowania się jak najszybszym dzieckiem. Jak najbardziej tak. No musiał być to jakiś proces. To oczywiście też się na pewno nie stało z dnia na dzień, aczkolwiek też pamiętam takie historie moich starszych pacjentów, kiedy opowiadali o swoich różnych radach lekarzy czy czasami nawet właśnie starszych lekarzy, którzy jeszcze takie elementy właśnie ziołowe przemycali. Pamiętam o jednej pacjentce, która opowiadała, że jej lekarz na właśnie stan zapalny migdałków zalecił przy takiej kuchence węglowej wygrzewanie się przez trzy dni i owijanie szalikiem, wygrzewanie się. I po trzech dniach skończyły się problemy z migdałami. Czyli jakieś metody, takie fitoterapeutyczne były przemycane? Sobie szły trochę myślę, dwufazowo, a w pewnym momencie to się zaczęło pewnie zacierać.
To jest, myślę temat, nad którym socjologowie wręcz mogli by chyba usiąść. Ciekawe, ciekawe.
Jak znajdziesz jakieś dane, to chętnie.
Tak właśnie pomyślałam sobie na kanwie tej naszej rozmowy, że dało mi to do myślenia właśnie słuchając tego, że jeszcze tak całkiem niedawno zawierzaliśmy naturze, a dzisiaj trochę to utraciliśmy. Ale znowu z kolejnej strony chyba trochę do tego wracamy, przygotowując się do świąt. Co byś nam wszystkim, widzom, słuchaczom poleciła? O czym pamiętać przygotowując potrawy, przygotowując nasze ciało do tego szczególnego czasu? Mhm.
No zostało nam niewiele czasu, więc myślę, że najważniejszym by było, żeby. Żeby właśnie móc się zatrzymać, żeby poczuć tę magię świąt, ten klimat. Bez stresu, bez napięcia. I właśnie jeśli nawet pogrzeszymy trochę przy tym stole, to zróbmy to z przyjemnością. Poruszajmy się trochę, dbajmy o nawodnienie i wtedy wszystko powinno się układać tak, jak powinno.
Też dotarłam do takich badań dotyczących polskiego rynku. My marnujemy ogromne ilości jedzenia nie tylko w trakcie roku, szczególnie w trakcie świąt. Gigantyczne, więc być może warto skupić się na sobie nawzajem, bo tego jedzenia i tak robimy sobie za dużo. Za duże ilości też nie służą nam zupełnie odwrotnie do tego, co może nam zrobić właśnie spokojna rozmowa i cieszenie się swoją obecnością.
Też jedzmy powoli, prawda? Jak jemy szybko i jemy niedokładnie, to ten nasz układ nerwowy zanim dostanie sygnał, że jesteśmy najedzeni i będzie to z dużym opóźnieniem, kiedy właśnie już poczujemy po chwili ten kamień na żołądku, te 20.
Minut, prawda? Mniej więcej ten sygnał dociera.
Tak, tak, około 20 minut. Przeżuwanie dokładne kilkanaście razy sobie można zacząć takiego nawyku, żeby kilkanaście razy sobie w ustach przeżuwamy dany pokarm i dopiero połykamy.
Dobra, to jeszcze na koniec muszę rozwiać ten mit. Czy my w takim razie pijemy do jedzenia, czy dopiero po jedzeniu?
Raczej nie. Nie jest to zalecane, aby pić do jedzenia dlatego, że troszkę przepychamy wtedy ten pokarm. Nie dajemy naszemu żołądkowi i żółci Żółcie wydziela nie pełni swoich enzymów. Oczywiście, jeśli mamy jakieś suche jedzenie i potrzebujemy, żeby tutaj to mogło iść dalej, żeby się nie zakrztusić. To małe ilości w porządku, ale generalnie najkorzystniejsze jest picie pomiędzy posiłkami co najmniej pół godziny. Odstęp.
Dziękuję Ci bardzo za tę rozmowę. Naszym celem było to, żebyśmy tutaj porozmawiały, ale też dały Wam wskazówki i informacje, jak właściwie od dzisiaj, od zaraz wprowadzać techniki, które naprawdę nam pomogą, A techniki, które nie wymagają od Was zmiany trybu życia, nie są kosztowne. Nie są tak naprawdę czasochłonne, bo umówmy się, że każdy jest w stanie na chociaż minutę się zatrzymać, a wyniki mogą być dla nas, dla naszej głowy, dla naszej psychiki i dla naszego ciała ogromne. Oczywiście polecamy Wam też inne metody. Sposoby, o których Asiu wspomniałaś i ja życzę Wam tym samym bardzo spokojnych, Szczęśliwych, zdrowych i pełnych miłości świąt. Mam nadzieję, że jeżeli wprowadzicie te porady, o których usłyszeliście, to będą one przeżyte przede wszystkim w spokoju z waszymi bliskimi. Moją gościnią była Joanna Brejecka Pamungkas, specjalistka w obszarze fitoterapii i naturoterapii, ekspertka medycyny chińskiej i autorka książki Naturalnie zdrowe dziecko.
Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję.
Dziękuję serdecznie. Wszystkiego dobrego.
Ja nazywam się Magda Urbaniak, a to była specjalna, radosna, mam nadzieję, świąteczna Agromania.